Translate

wtorek, 15 lipca 2014

Liz Lisa

To bardzo nietypowa notatka, ale moje zamiłowanie do ubrań tej marki jest tak duże, że pozwolę sobie na małą "recenzję".

Co należy wiedzieć o Liz Lisa?

Jest to japońska marka, która zasłynęła ze swoich kwiatowych wzorów, koronkowych materiałów oraz nietypowego jak na standardy europejskie dziewczęcego kroju.







Jednak czasy się zmieniają i obecnie ubrania są mniej dziewczęce aczkolwiek wciąż słodkie jednak nastawione są na bardziej codzienne użytkowanie.

Osobiście bardzo tęsknię za "klasyczną" LIZ LISĄ ale ja mam bzika na punkcie koronek i bogatego wzornicta. Sporo ubrań jest szyte na w miarę normalne gusta, jednak to co jest charakterystyczne to nacisk na oryginalność i w miarę jasne barwy - żadko kiedy cała kolekcja jest w ciemnych kolorach.








Az boli mnie to co powiem, ale od tej marki można się uzależnić. Jak dla mnie to aż nie do pomyślenia bo potrafię przejść przez całą galerię  handlową z zimnym wzrokiem iść do wyjścia. Uwielbiam ten unikatowy charakter w którym ubrania te są szyte, lubię materiały i wzory - podoba mi się w nich wszystko.

Jednak należy pamiętać, że LIZ LISA to bardzo podrabiana marka. Bardzo dużo sukienek można znaleźć między innymi na taobao.com , gdzie fałszywki są tańsze od oryginału. Powiem wam jednak, że nawet one są robione w miarę dokładnie, nie niszczą się szybko oraz nie mogę im zarzucić nic poważnego związanego z jakością. Są po prostu nieco gorsze niż oryginał - wyprodukowane z innej jakości materiałów ale pomimo tego, że to chińska robota nie są jakieś super straszne. To bardzo dobra opcja dla kogoś kto nie lubi tracić pieniędzy.


Mam też sporo sukienek tej marki jako japońskie oryginały. Marka ta jest dość ceniona i nawet używane ubrania mogą osiągać kwotę 100 - 200 zł. Jeżeli jednak macie szczęście dostaniecie coś ładnego za mniej niż 50 zł ale trzeba jednak nieco poszperać po różnych stronach. Bardzo często ten sam model kosztuje na jednej stronie ponad 200 zł a na innej ledwo 40 zł. Trzeba mieć niestety dużo szczęścia i cierpliwości.

Ale do rzeczy - czym się właściwie różni podróbka od oryginału?
Jako, że mam i to i tamto mogę powiedzieć, że jakością materiałów i starannością. Japońskie oryginały są zwykle grubsze dzięki czemu można nosić je nawet w chłodniejsze dni, znacznie wolniej ulegają uszkodzeniom oraz zdecydowanie rzadziej się kulkują. Warto zwrócić uwagę na rodzaj halki - te japońskie są o wiele solidniejsze i często nakładane warstwowo (chociaż nie zawsze) , chińskie nie są jakieś najgorsze, ale widać, że nie są aż tak solidne.

Po dostaniu oryginałów chyba nie zdecyduję się na podróbki chociaż i one nie są jakąś straszną opcją. To można ocenić trzymając w dłoniach obydwie opcje.





Czy polecam?

Jak najbardziej! Jeżeli lubicie dziewczęcy styl i chcielibyście ubrania, które nadadzą się do bardziej ekstremalnych stylizacji jak i tych codziennych - to coś dla was.

Jest to moja ulubiona marka, większość rozmiarów jest uniwersalnych więc osoby do M nie powinny mieć problemów. Jedyna kłopotliwa kwestia do długość - jak we wszystkich azjatyckich ubraniach. Mam 165 cm wzrostu i bez założenia spodenek nie pogłabym się nawet pochylić bo wszystko mi byłoby widać, na modelkach jednak te same sukienki są do połowy ud lub prawie zakrywają kolano. Warto mieć to na uwadze. Mimo wszystko uważam, że ten mały minusik nie ujmuje LIZ LISIE chwały.






Gdzie można kupić?

Jest to na nasze szczęście dość popularna marka i możemy ją znaleźć nawet na ebay.com - nie polecam jednak nastawiać się na nią jakie główne źródło - ceny są zwykle wysokie i wybór dość marny. W dodatku nigdy nie wiecie, czy płacicie wysoką cenę za porządnie wykonany oryginał, czy na podróbkę, która była warta 60 zł a kosztuje 120 zł.

Jeżeli nie chcecie wydawać dużo pieniędzy polecam
taobao.com

wybór jest ogromny i chociaż większość z tych ubrań to podróbki można znaleźć coś dla siebie.

Co zrobić jeżeli chcecie oryginał?
Polecam strony takie jak
mbok.jp
rakuten.jp
yahoo.co.jp

Ostrzegam tylko, że aby znaleźć coś w niskim przedziale cenowym trzeba się trochę pogimnastykować, ale warto moim zdaniem gdyż nie raz można zapłacić mniej niż za podróbkę - niestety takich aukcji na ma dużo.

Co sądzicie o tym ubranich? Podobają wam się?
Mnie bardzo:)


czwartek, 3 lipca 2014

Czy da się rozjaśnić skórę? Czyli blada skóra efektem pracy.

Byc może wiele z was uzna, że nie jestem do końca normalna, ale zawsze podobała mi się naturalnie blada skóra. Już jako mała dziewczynka marzyłam o tym, aby być śnieżno biała. Oczywiście miałam jeden problem. W mojej rodzinie każdy ma dość ciemną skórę (jak na polskie standardy oczywiście) i opalenizna jest rzeczą dość gloryfikowaną. Dla mnie jedynymi osobami wyglądającymi korzystnie z ciemną karnacją są lanynoski, osoby rasy czarnej i azjaci. Dlaczego? Nie wiem.... Ciężko mi to wyjaśnić ale czuję się tak jakbyśmy poprzez opalanie i farbowanie włosów na ciemne kolory trochę oszukiwali fakt, że jesteśmy rasy białej. Wiem, że brzmi to naprawdę dziwnie, ale czy nie ma w tym trochę prawdy? Za ciemna opalenizna może sprawić, że nie wyglądamy jak osoby rasy kaukaskiej. Nie mam nic przeciwko naturanie ciemnej skórze, ale ta uzyskana sztucznymi metodami jak opalanie, solarium i natrysk kojarzy mi się głownie z .... erotyzmem.



Która wersja wygląda na grzeczniejszą i pełną klasy? Jak dla mnie właśnie blada wersja. Spalona kojarzy mi się filmami porno oraz nieprzyzwoitym zachowaniem.


W bladości zakochałam się na dobre w okresie dojrzewania. Fascynowałam się wtedy subkulturą emo, scene i stylem rockowym a przecież każda osoba tam była blada!




Szukałam więc metody jak szybko stać się idelnie bladą. Jednak nie było to łatwe. Poza wskazówkami dotyczącymi kwasów i innych szkodliwych dla skóry produktów nie mogłam znaleźć nic.

Po kilku latach odkryłam blog azjatyckicukier i radę dotyczącą unikania słońca wzięłam sobie naprawdę głęboko do siebie. Zaopatrzyłam się w odpowiednie filtry i codziennie ładowałam je na twarz i szyję. Co jest ciekawe? Pomimo, że reszta mojego ciała była odkryta i mogła się swobodnia opalać to po 3 latach cała moja skóra była blada! Nie, nie żartuję. Chroniąc jedynie twarz i szyję uzyskałam efekt na który czekałam baaardzo długo. Przez pierwszy rok moja skóra pozbywała się opalenizny, przez kolejne lata chronienia pigment mojej skóry po prostu zaczął zanikać (albo przynajmniej tak to wygląda).

To niesamowite, że kiedyś zazdrościłam bladym koleżankom a teraz mamy takie same kolory podkładów:)

To co się jednak nie zmieni to ton naszej cery. Mam w sobie wiele "żółtego" barwnika i choćbym nawet była trupio blada zawsze dzięki niemu będę wyglądać w miarę zdrowo. Nie raz piszę ze znajomymi azjatkami chwalącymi moją bladą skórę. Ich zdaniem bladość jest świetna bo pasują różne nienaturalne kolory jak włosy w kolorze cukierkowego różu, czy o błękicie nieba. Zawsze je wtedy muszę rozczarować, że nie - to do mnie nie pasuje bo mam generalnie CIEPŁY ton cery.




Niestety nienaturalne kolory włosów pasują jedynie do posiadaczek naturalnie zimnej karnacji. Nawet gdybym była trupio blada nigdy nie będzie mi pasować platynowy blond, cukierkowo różowe włosy i inne pastelowe odcienie.

To, że uzyskasz bladą cerę wcale nie będzie oznaczać, że od razu będą do ciebie pasować inne kolory.

Mimo wszystko blada cera wydaje się czystsza, bardziej promienna. Mnie personalnie kojarzy się z posiadaniem klasy i dobrych manier.

Poza kremami z filtrem używałam jeszcze jednego składnika bardzo korzystnego dla naszej skóry - witaminy C. Możecie zrobić peeling oparty na cukrze trzcinowym, miodzie i soku z cytryny. Wasza skóra będzie nawilżona i bledsza po dłuższym używaniu.

Niestety nie posiadam żadnych zdjęć na których jestem opalona, ale z bladą skórą mam od grama:


Wnioski? Wydaje mi się, że blada skóra wygląda przede wszystkim:
+ młodziej
+ czyściej
+ z klasą

Moim zdaniem nie warto psuć sobie skóry opalaniem. Mało osób urodziło się z naturalną bladością ale zawsze można próbować dbając o swoją skórę. Na pewno to nie zaszkodzi. 

Ku sprostowaniu: cimna skóra również jest piękna - JEŻELI JEST NATURALNA.
Ja po prostu jestem fanką badości i tyle.
Skoro nawet ja posiadając naturalną predyspozycję do ciemnej karnacji wypracowałam bladość to każdemu może się to udać w mniejszym lub większym stopniu.

Pamiętajcie jedynie o :
- Kremach z filtrem
- Witaminie C

Przy okazji, czy nie wydaje wam się, że blada skóra ostatnio zyskuje na popularności?




Uważajciena szkodliwe produkty!!! Jest pełno repotarzy o tym jak to kobiety z afryki kupują masowo kremy majace je wybielić! Kosmetyki te nie są bezpieczne! BARDZO odradzam sprowadzanie do siebie tego typu kosmetyków gdyż zagrażają one naszemu zdrowiu!



Wszystko jest dla ludzi, ale jeżeli już czegoś próbujemy to proszę was - postarajmy się o to aby było to w miarę bezpieczne!!!!

Krem z filtrem ZAWSZE należy zmywać olejami (np. kokosowy), nie zostawiamy go na noc!!! Błagam was - pamiętajcie.

środa, 2 lipca 2014

Soczewki KIRA KIRA recenzja

Noszę soczewki KIRA KIRA od kilku miesięcy i uznałam, że to dobry czas na ocenę. Muszę wziąć pod uwagę jednak 2 bardzo ważne aspekty - ich wielkość oraz grubość. Dlaczego? Jak dotąd nosiłam jedynie soczewki kwartalne to znaczy takie, które wytrzymają 3 lub 4 miesiące w zależności od pielęgnacji. Najcieńsze i najbardziej konfortowe dla naszego oka są oczywiście soczeki jednodniowe, kwartalne są grubsze bo muszą wytrzymać określony czas. Soczewki roczne są (metodą dedukcji) cięższe oraz momentami niewygodne dla oka.


To może być problemem dla osób, które nigdy nie nosiły soczewek kontaktowych i zamawiają sobie od razu roczną wersję. Oczywiście są i takie, którenie  nie odczują żadnego dyskonfortu ale ja jestem niestety wyjątkowo wrażliwa i dlatego wolę o tym napisać bo może gdzieś tam się to komuś przyda.

Kolejną ważną informacją jest wielkość soczewek. Jak dotąd nosiłam te, które mają 14,2 mm a te mają aż 14,5 mm . Teraz myślę, że to w sumie nic takiego ale jednak trochę zwiększyłam swoją granicę i na początku bardzo się bałam, że po prostu soczewki będą na mnie za duże.

Na obrazku widzicie porównanie moich starych soczewek i obecnych. Jak z pewnością da się zauważyć KIRA KIRA są większe od BARBIE EYES .

Ps. Nazwy modeli są zależne od stron z których kupujecie soczewki. 

Przykro mi, że znowu muszę to podkreślać bo to nijako mój kompleks ,ale mam naprawdę drobną buzię. Proporcjonalnie do tego nos, oczy i usta również są malutkie. Dla przeciętnej osoby właśnie wielkość 14,5 mm to odczucie minimalnej różnicy ale na moich drobnych oczach daje to efekt WOW. To tak, jakby przeciętna osoba założyła 15,00 mm albo 15,5 mm. 

Widać różnicę, nie?

Powiem szczerze - na początku trochę ciężko mi było oswoić się z soczewkami. Na pewno nie można ich nosić 12 lub 14 godzin bez przerwy. Z racji tego, że są one roczne wytrzumują mniej czasu w ciągu dnia niż soczewki kwartalne. Ja popełniłam ten błąd. Założyłam nowe soczewki i nie mając możliwości ich wymiany w ciągu dnia pojechałam załatwiać dość istotne sprawy na mieście. Pod koniec 8 godziny soczewki bardzo mi zaczynały ciążyć i było po prostu niewygodne.

Dlatego dobrze wam radzę - jeżeli przestawiacie się na większe soczewki dajcie im trochę czasu. Jeżeli jesteście tak samo wrażliwi jak ja noście je przez 4 , potem 5 godzin dziennie. Wasze oko również ma prawo oswoić się ze zmianami. Oczywiście cały czas podkreślam, że TO JA JESTEM WYJĄTKOWO WRAŻLIWA i nawet takie drobnostki jak na jaki okres czasu pozostawić soczewkę w płynie wpływa na komfort ich noszenia. Przeciętny człowiek nie powinien mieć takich problemów i wszystko powinno iść bardziej naturalnie.

+ Pomijając początek muszę przyznać, że soczewki są naprawdę wygodne jeżeli się już do nich przyzwyczaimy. 

+ Mają naprawdę fajne krycie. Prawie nie widać mojego naturalnego koloru tęczówki w związku z tym planuję kupić inne kolory z tej serii

+ Bardzo powiększają oczy. Przynajmniej w moim przypadku. Efekt ten jest szczególnie widoczny poprzez zastosowanie gradientu oraz ciemnego końca soczewek. U zwyczajnego człowieka efekt ten będzie mniej widoczny

Tak oto prezentują się na oczach:) Ładne, prawda?

- Kolor. Niestety kolor soczewek jest trochę za zimny. Moje oczy są naturalnie zielone i soczewki miały jedynie podkreślić ten efekt. Niestety czasami bez odpowiedniego makijażu wyglądam jak kosmitka z nawiedzonymi oczami. Przyznam się szczerze, że nie lubię chłodnych odcieni oczu. Zdecydowanie jestem typem, który uważa, że najpiękniejsze oczy są w złoto - miodowym brązie. Jeżeli uważacie podobnie nie radzę kupować zielonej wersji. Jak dla mnie kolor jest zdecydowanie za chłodny.

- Wytrzymałość w ciągu dnia. Tak, wiem, że nie powinnam się tego czepiać bo są to soczewki roczne, ale jak dla mnie zdecydowanie za szybko wysychają. Uniemożliwie mi to noszenie ich codziennie a szkoda bo mimo wszystko lubię efekt WOW, który na mnie dają.

Jeżeli chodzi o soczewki to po raz pierwszy zamierzam się przełamać i kupić takie, które będą w innym kolorze niż zieleń:) Jak dotąd podkreślałam jedynie swój naturalny kolor. Uważam, że jest bardzo ładny + tylko 4% osób na świecie może pochwalić się oczami w kolorze majowych liści  drzewia. Planuję kupić albo soczewki brązowe ( tak wiem to takie typowe..... osoby z brązowymi oczami zwykle marzą o niebieskich, z niebieskimi o zielonych a z zielonymi o brązowych.... heheXD Nie wiem w jakim towarzystwie się obracacie ale przynajmniej ja często słyszę taką regółkę) albo fioletowe. Podobają mi się również różowe. Nie wiem czemu ale zawsze uważałam, że różowe i fioletowe soczewki wyglądają naprawdę słodko na oczach:)
Ech..... może kiedyśXD

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...